Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ss. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ss. Pokaż wszystkie posty

7 lipca 2015

Prześliczna te - tele - telefonistka - la la la

Z miejsca proszę o wybaczenie mieszania w te brudne sprawy prześlicznej wiolonczelistki od Skaldów. Może to nieodpowiednie i nie na miejscu, ale ostatnimi czasy ta piosenka cały czas chodzi mi po głowie i dziś ten zmieniony tytuł uderzył mnie w głowę, kiedy oglądałam film pod tytułem "Portrecista". Jest to obraz dokumentalny, a jego głównym bohaterem jest nieżyjący już Wilhelm Brasse (zmarł w 2012 roku). Warto krótko przybliżyć jego życiorys. Świętej pamięci Pan Brasse był Polakiem z austriackimi korzeniami. Po wybuchu wojny DWUKROTNIE odmówił podpisania Volkslisty, przysługującej mu z uwagi na germańskie pochodzenie. 31 sierpnia 1940 roku trafił do Auschwitz (numer 3444), gdzie na początku trudnił się różnymi pracami, aż w lutym 1941 roku z uwagi na swoje zdolności został oficjalnym obozowym fotografem w komandzie rozpoznawczym Wydziału Politycznego Gestapo. Z jego rąk powstało ok. 50 tysięcy fotografii więźniów czy też esesmanów "na życzenie".


Tak, to Wilhelm Brasse wykonał tę słynną fotografie dla samego doktora Mengele...


Jedną z historii jaką w owym filmie podzielił się Pan Wilhelm jest ta o "ślicznej dwudziestotrzyletniej blond esesmance", pracującej wówczas na stanowisku telefonistki. Myślę, że tutaj warto zacytować słowa Pana Brasse:

„Najbardziej w pamięć wryła mi się telefonistka - śliczna blondynka, dwudziestotrzyletnia, w marynarce i spódnicy z tego samego materiału co mundury SS. Przyszła zrobić zdjęcie w asyście esesmana, który jej pilnował, bo normalnie kobiety przychodziły zawsze pod strażą. Miała pozwolenie na fotografie portretowe i powiedziała mi, że chce zrobić zdjęcie z dość głębokim dekoltem, by biust było widać. Przyniosła ze sobą nawet kawałek tiulu, by nim ten biust przysłonić. W pewnym momencie wyprosiła esesmana z atelier. Ku mojemu zdziwieniu wyszedł. Zostaliśmy sami. Zdjęła bluzkę i biustonosz. [...] Wykonałem półostre kopiowanie, więc ten biust nie był widoczny, wszystko pięknie wyretuszowałem. Zdjęcia wydał jej mój szef - Walter. Gdzieś po tygodniu podczas wieczornego apelu nagle zostałem wezwany do Lagerführera Schwarza. [...] - Natychmiast wydać negatywy, przynieść je do mnie! - powiedział To było niedopuszczalne, bo takie negatywy są w zasadzie prywatną rzeczą, zwłaszcza, że kobieta była na nich do połowy goła. Ale to był Lagerführer, więc nie mogłem się nie zgodzić. Poszedłem i przyniosłem. Popatrzył pod światło i zadał krótkie pytanie: - Czy przynajmniej miała porządne cycki? Ja powiedziałem: - Tak jest, Lagerführer! Od innej esesmanki dowiedziałem się później, że ta dziewczyna się otruła. Prawdopodobnie nie wytrzymała widoku tego, co się działo w obozie. Radiostacja i stacja iskrowa w obozie mieściły się w piętrowym budynku tuż obok krematorium.”




Myślę, że nie muszę zalewać tego posta komentarzami typu "nie każdy Niemiec był zły", bo każdy z nas to wie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zapewne nigdy nie poznamy tożsamości owej esesmanki, tego jaka w rzeczywistości była "śliczna telefonistka" i czy coś miała na swoim sumieniu... Ta historia pobudziła mnie do refleksji i miliona myśli. Zastanawiam się jak obozowa załoga reagowała na te okropności, na swoje uczestnictwo tej gigantycznej zbrodni? Nie wyobrażam sobie, że w ogóle nie reagowali, bo przecież byli ludźmi. I o tym także co nieco wiemy z różnych świadectw i badań na temat Fabryk Śmierci. Alkoholizm, seks, imprezy... to jedne z najczęściej powtarzających się sposobów odreagowywania stresu "w pracy". Jednak niestety pewne jest również to, że mimo "skomplikowanych obowiązków w pracy" większość spośród załogi SS była przekonana o swojej dziejowej misji i słuszności wykonywanych czynności...

Bardzo polecam film dokumentalny pt."Portrecista". Znajdziecie go na youtube w czterech częściach. Warto obejrzeć, dowiedzieć się czegoś nowego, poznać historię Pana Brasse. 
Powstała także książka "Fotograf z Auschwitz" autorstwa Anny Dobrowolskiej, tam znajdziecie jeszcze więcej Pana Wilhelma i jego fotografii. 

Źródła;
Film "Portrecista" w reż. Ireneusza Dobrowolskiego

7 kwietnia 2015

Ausweis, czyli jak wylegitymować Aufseherin

Wczoraj, rozmyślając o tym jak chce prowadzić bloga, doszłam do wniosku, że nie będę się bawić w przepisywanie Wikipedii, bo to nie ma najmniejszego sensu, Jeśli ktoś chce poczytać sobie podręcznikowa, ze tak powiem definicje Aufseherin, to wpisze sobie to najzwyczajniej w świecie w Google. Wczoraj również zdałam sobie sprawę, że ten blog jest głównie dla mnie. Taka moja encyklopedia zawierająca wszystko, co wiem i czego dowiaduje się z o tych upiornych kobietach spod znaku swastyki. Oczywiście, gdyby ktoś czytał moje wypociny od czasu do czasu, to również byłoby całkiem miło, ale czego ja oczekuje, zwłaszcza, że to samiusieńki początek tego blogaska.

Zapewne wszyscy zjedli już śniadanie i może nawet już szykują się do obiadu, dlatego mam na deser prawdziwy rarytas. Gdy wczoraj czystym przypadkiem natknęłam się na te smakołyki to prawie skakałam z radości, choć nie wiem czy jest się z czego cieszyć. Niemniej jednak, mnie, początkującą researcherko-tropocielke takie małe rzeczy bardzo cieszą i bardzo dużo uczą, na czym mi najbardziej zależy, jako, że jestem niespokojną duszą, która jak się na coś uprze, to nie jest w stanie o niczym innym myśleć i chcąc nie chcąc wpada w manie szukania świeżych nowinek na dany temat. Przejdę może do meritum. Otóż, wczesnym popołudniem w Poniedziałek Wielkanocny natknęłam się na tzw. "Ausweis(y)". To słowo wcale nie oznacza czegoś dziwnego, niespotykanego czy po kombinatorsku wymyślonego przez mrocznych Nazistów (wolę określenie Niemcy, bo przecież żadni tajemniczy kosmici o nazwie Naziści, nie zrobili sobie inwazji na Niemcy w 1933, a właściwie już w 1920 roku). Ausweis to zwykła legitymacja czy też dowód osobisty. Nadzorczynie też taką rzecz posiadały, ale nie chodziło tu wcale o taki zwykły dokument tożsamości.

Ausweis numer 1:

Źródło: http://www.waidak.de/

Jest to karta identyfikacyjna zawierająca takie informacje jak: obóz koncentracyjny, w którym po szkoleniu pracę zaczynała jakaś randomowa pani, jej zdjęcie, numer (nie, nie telefonu! XD), stan cywilny (pisany skrótem, w ausweisach, na które się natknęłam jest "frl", co oznacza Fräulein, a to równa się Panna), imię i nazwisko, własnoręczny podpis, czasem data, pieczątka Der Lagerkommendanta (komendanta obozu, rzecz jasna mężczyzny), jego podpis, druga pieczęć, tym razem z nazi orłem i jeszcze krotka notatka, która mówi nam, że:


"[Imię i nazwisko Aufseherin] ist Angehörige im Gefolge der Waffen SS des Konzentrationslager [nazwa obozu]. Alle öffentlichen Organe werden ersucht, ihr Schutz und Hilfe zu gewähren."



Ausweis numer 2:

Źródło: delcampe.com/

Na większości dokumentów, które znalazłam pisane jest to pismem... hm... neogotyckim (?), więc miałam male problemy z odczytaniem niektórych słów, ale na szczęście w czeluściach internetu uchowało się jedno z pismem normalnym, choć na pewno nie z tak pięknym. 
W tłumaczeniu powołam się na moją okrojoną znajomość języka niemieckiego, więc nie będzie ono odpowiadało oryginałowi w 100%. Brzmi ono mniej więcej tak:

"[Imię i nazwisko Aufseherin] jest członkiem oddziałów pomocniczych Waffen SS, w obozie koncentracyjnym w [nazwa obozu]. Wszystkie instytucje publiczne są proszone o udzielenie jej ochrony i pomocy."


Ausweis numer 3:

Źródło: http://www.oakleafmilitaria.com/

Ten schemat powtarza się na wszystkich znanych po ausweisach, nie mam niestety wiele egzemplarzy online, ale śmiem twierdzić, że wszystkie ausweisy dla nadzorczyń wyglądały tak samo. Opublikowałam trzy wybrane, myślę, ze nie ma sensu więcej.
Wieku podanego na kartach nie ma, ale po zdjęciach można się domyślić, że były to kobiety bardzo młode, a wszelkie znane mi relacje rzeczą to samo. Zresztą, wiek jaki był wymagany przez zarząd SS oscylował pomiędzy 18 a 45 rokiem życia, a z różnorakich statystyk wynika, że do "pracy" zgłaszały się dziewczyny przeważnie poniżej 30 roku życia. Wiadomo, łatwe i dość dobre hajsy, mały wysiłek, brak potrzeby wyższego wykształcenia czy też zwykły patriotyzm i miłość do Führera były najczęstszymi powodami wstąpienia do SS-Gefolge. Każda z nich więc mogła wybrać inną życiową drogę. A że poszły na skróty... Cóż. 


PS: Teraz oryginalne Ausweisy nadzorczyń można czasem spotkać na różnych aukcjach w sieci, ale za niebotyczne sumy. Wczoraj spotkałam jedną za... prawie 500 EURO.



6 kwietnia 2015

Nie SS, a SS-Gefolge, czyli dlaczego esesmanki esesmankami nie były

Pierwsza rzeczą, którą należy wiedzieć o kobietach w SS, jest fakt, że NIE BYŁY one członkiniami SS. To jedna z częściej powtarzanych bzdur. Spotkałam się z milionem artykułów, w których, aufzejereki (mówiąc po polsku) nazywane były "esesmankami". Właściwie owe określenie zostało najpewniej wzięte od byłych więźniarek obozów, które cóż innego mogły sobie pomyśleć, gdy widziały dziewczęta spacerujące w czapeczce z trupią czaszką na przodzie? Zresztą trzeba być prawdziwą, nieczułą świnią, żeby je krytykować za błędne nazewnictwo. Ba, trzeba nie mieć serca.  Wróćmy do meritum. Fakt, że esesmanki tak naprawdę esesmankami nie były brzmi nieco pokrętnie, zważywszy na to, że zawsze przed Aufseherinnen jest to nieszczęsne SS, tak jak przy rangach esesmanów (dla przykładu  SS-Obergruppenführer). Fakty są takie, że kobiety zwyczajnie nie mogły być w SS. Ten, powiedzmy, przywilej był dostępny tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Niemieckie kobiety mogły się jedynie szczycić tym, że należały do załogi SS-Gefolge. W wolnym tłumaczeniu były uznawane po prostu za "pomocnice". Z SS kobiety łączyła umowa, tak jak w przypadku zwykłej, ludzkiej pracy. Cóż, władze SS istotnie uznawały to za "zwykłą lekką pracę, która nie wymaga szczególnej wiedzy". Świadczy o tym chociażby fakt, że ogłoszenia w gazetach dotyczące służby w żeńskich siłach pomocniczych były umieszczane pod rubryką "Praca". Wymagana była głównie sprawność fizyczna i stosunkowo młody wiek. Zaś innym niuansem, który nieco przemawia za tym, że jednak owy zarobkowy związek kobiet z SS miał nieco bardziej charakter służby, niż pracy było to, że gdy Aufseherin coś przeskrobała, to automatycznie podlegała sądom SS. Biorąc pod uwagę to, co napisałam powyżej dość jasne wydaje się, że Nadzorczynie nie nosiły munduru SS, ale o ubiorze zrobię osobny post, myślę, że warto. Z rzeczy istotnych warto wiedzieć, że Aufseherinnen nie posiadały stopni wojskowych SS, bo właściwie dlaczego miałyby je posiadać? Posiadały za to tzw. hierarchię funkcyjną, a najwyższa z nich to SS-Lagerführerin, czyli coś na wzór kierowniczki obozu. 



Piękna Aleksandra Śląska jako SS-Aufseherin - źródło: deviantart.net/

Jednak nieważne jaką funkcje w obozie kobieta posiadała, to i tak stała w hierarchii niżej od mężczyzny. 

4 kwietnia 2015

Kobieta w III Rzeszy - winna czy niewinna?

Kobiety w III Rzeszy to wbrew pozorom temat rzeka, choć wiele jeszcze nie zostało odkryte, wiele nie zostało powiedziane i zapewne wiele faktów nigdy już nie wypłynie na powierzchnie. Postanowiłam pokrótce przybliżyć ogólny zarys kobiet w państwie spod znaku swastyki.
Przedstawicielki płci pięknej powinny być symbolem delikatności, domowego ogniska, miłości, czułości, dobroci, i tak dalej, i tak dalej. Jednak to wcale tak nie działa. Kobiety potrafią być niewiarygodnie złe. Nawet gorsze od mężczyzn. I tak często bywało w nazistowskich Niemczech. Wiecie... właściwie nawet rozumiem Niemców, tych dawnych i tych teraźniejszych. Rozumiem doskonale, to że nie lubią mówić o działalności kobiet w nazistowskim aparacie terroru. Często spychają je na margines, jako te nieskażone zbrodnią. I właśnie... Myślę, że w tym tkwi sedno sprawy. Niemcy po wojnie (i także współcześnie) koniecznie chcieli mieć kogoś "zdrowego", kogoś, kto nie kojarzy się z krwią, śmiercią i chaosem. Wybrali kobiety. To bardzo jasny i klarowny wybór. W nazistowskiej ideologii to mężczyźni mieli walczyć o Vaterland, to oni mieli walczyć z Reichem, Volkiem i Führerem na ustach. Mężczyźni służyli w Wehrmachcie, mężczyźni dołączali do elitarnej, fanatycznej i skrajnie zbrodniczej Die Schutzstaffel ( słynne Waffen-SS) krzycząc "Moim honorem jest wierność", to oni katowali bez opamiętania pod sztandarem Geheime Staatspolizei (Gestapo). Niemcy dopuszczali się na wszystkich frontach, we wszystkich krajach okupowanych (i w swoim również!) najbardziej odrażających zbrodni przeciw ludzkości. Łamali konwencje za konwencją, przekraczali granicę za granicą. A kobiety? Hitler i jego towarzysze broni dali płci pięknej jasny cel. Otóż kobieta ma zajmować się domem i dziećmi, ma spełniać zachcianki męża, rodzić całe RZESZE czystych rasowo Aryjczyków, czyli przyszłych wielkich germańskich wojowników i przyszłe germańskie matki oraz wychowywać je zgodnie z ideologią nazistowską. (Temat macierzyństwa w Rzeszy jest bardzo rozległy, kiedyś na pewno go tu rozwinę!) I to by było na tyle. Nie ma więc absolutnie nic dziwnego w tym, że Niemcy wybrali kobiety jako głos swojego sumienia i normalności, zupełnie nienapiętnowanej nazizmem. (***Jednakże jestem trochę czepialska. Bo czy sam fakt ideologicznego indoktrynowania młodych umysłów nie jest godny potępienia? Przecież młodziutcy Niemcy musieli się dowiedzieć, że przedstawiają wyższy typ człowieka, a żydowskie/słowiańskie dzikusy i brudasy z Niemiec czy ze wschodu to podludzie... Pomyślcie.***)


źródło: google.com


Jednak prawda jest zupełnie inna. Kobiety nie tylko chciały brać czynny udział w zdobywaniu Lebensraumu (przestrzeni życiowej) i unicestwianiu wrogich III Rzeszy elementów, ale faktycznie TEN UDZIAŁ BRAŁY. Często były o wiele bardziej fanatyczne i wierne Hitlerowi niż mężczyźni. Wiele Niemek (bo ok. 13 milionów) wstępowało do partii NSDAP (Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników), by zagłębiać się w politykę kraju, inne jako sanitariuszki (nie, nie mam tu  na myśli tych, które dzielnie służyły na froncie, opatrując żołnierzy) dopuszczały się zbrodni na pacjentach kalekich czy chorych umysłowo, posyłając ich do komor gazowych. Przecież "śmierć przez zagazowanie nie boli", jak powiedziała jedna z pielęgniarek, Pauline Kneissler. Jeszcze inne pracowały w administracji, gdzie bez mrugnięcia okiem przepisywały i wysyłały rozkazy dotyczące morderstw na podludziach. Są też takie, które brały, nie tylko mentalny, ale i fizyczny udział w  eksterminacji wrogów Narodu. Czyniły to ot tak. W Obozach Zagłady. Żaden rodzaj tortur i sposobów umierania nie był im obcy...



Myślę, że warto też wspomnieć o Lebensbornach, czyli "Źródłach Życia". Myślę, że ową instytucje i rolę kobiet w ich można bardzo prosto streścić. Otóż, piękna czysta Aryjka szła w tango z równie pięknym i czystym Aryjczykiem. Nastąpiło zapłodnienie. Zacna Aryjka dostawała dobrą opiekę w Lebensborn. Aryjskie dziecko przychodziło na świat. Następnie "adoptowała" je inna aryjska rodzina. I koniec. Wiele kobiet z miłości do swojego Fuhrera specjalnie kopulowało z przypadkowymi przedstawicielami rasy aryjskiej, by dać mu dziecko. Powszechnie uważano, że to największy i najcenniejszy dar dla ukochanego Wodza. 
Jak widać w Naziści potrafili upodlić nawet macierzyństwo. 

źródło: google.com

Oczywiście moim zamiarem nie jest piętnowanie WSZYSTKICH kobiet w 12letniej historii Rzeszy. Od każdej reguły są wyjątki. (Może to wcale nie taka reguła?) Pragnę jedynie pokazać, iż wielokrotnie daleko było im do niewinnych i dobrych.

Podsumowując, rola kobiety w III Rzeszy NIE BYŁA ograniczona do funkcji naczelnej kury domowej i to należy zapamiętać z lekcji pierwszej. W następnych postach dowiecie się, jak często kobiet nie można było spotkać w kuchni lub na porodówce...

Do zobaczenia!

3 kwietnia 2015

Achtung! Frau Aufseherin kommt!

Witam!
Wypadałoby się jakoś przedstawić, coś o sobie opowiedzieć, dlatego pokrótce to zrobię. Nie będę się rozpisywać, bo to nie ja mam być tu główną bohaterką. W zasadzie nie będzie tu żadnych bohaterek. To się za dobrze kojarzy, prawda? "Bohaterka" - damski odpowiednik "Bohatera", człowieka o pięknych wartościach i heroicznych czynach. Tutaj będą sprawczynie. Zbrodniarki. Antybohaterki. Czarne charaktery. Bestie. Hmm... chyba w końcu się nie przedstawiłam... Mam na imię Monika, mam 19 lat, za miesiąc kończę liceum. Interesuję się... cóż wieloma rzeczami. Lubię myśleć, lubię mieć czym się absorbować. Najbardziej chyba kocham historię, zwłaszcza XX wieku, ubóstwiam filozofię, jestem zaciekawiona polityką. zakochana w poezji, muzyce i tańcu. Chyba wystarczy.
Tak jak napisałam wyżej. Tematem mojego bloga będą Sprawczynie. Mówi Wam coś zwrot "Achtung! Frau Aufseherin kommt!"? Jeśli tak to świetnie, bo mam nadzieję, że powoli z tego bloga dowiecie się więcej, a jeśli nie, to tym bardziej zapraszam do lektury. Chodzi więc o SS-Aufseherinnen - Nadzorczynie SS w... obozach koncentracyjnych.
Głęboko wierzę, że zdołam Was zainteresować owym tematem, bo myślę, że jest czym. Mimo, że od czasów wojny minęło już 76 lat, mimo, że odkryto już tak wiele, to wciąż mało, ZBYT mało mówi się o kobietach w aparacie terroru III Rzeszy. To błąd, bo piękne, powabne i delikatnie Panie często okrucieństwem, kreatywnością w zadawaniu bólu przewyższały swoich męskich przyjaciół...


http://snyderstreasures.com/


JESTEŚCIE CIEKAWI?
- ZAPRASZAM W MROCZNĄ PODRÓŻ PO MOIM ŚWIECIE, JUŻ NIEBAWEM!